Mapa serwisu
Nie jesteś zalogowany
Zaloguj się
Zarejestruj się

Aktualności

Niewidzialne przedmieścia

Katowice, Podlesie, Bukszpanowa 3; Niewidzialne przedmieścia, fot.: Paweł Jaworski

Katowice, Podlesie, Bukszpanowa 3; Niewidzialne przedmieścia, fot.: Paweł Jaworski

Obszar położony pomiędzy zespołami urbanistycznymi Wielkich Katowic oraz Nowych Tychów podlega od dwudziestu lat silnej presji urbanizacyjnej. W układ pasm zabudowy o rolniczym rodowodzie, wzbogacony o zabudowę willową oraz – już po II wojnie światowej – pojedyncze zespoły zabudowy wielorodzinnej i jednorodzinnej, ograniczony ścianami lasu oraz zdefiniowany przez siatkę wijących się dróg, rozłóg pól uprawnych, połacie łąk i pastwisk, stopniowo wkraczają sytuowane na parcelach mniejszych niż zabudowa tradycyjna, spięte układem ulic jednokierunkowych zespoły mieszkaniowe oraz pojedyncze domy jedno- i dwukondygnacyjne o katalogowych rozwiązaniach architektonicznych oraz kompleksy zabudowy szeregowej. Formuje się w ten sposób monotonny krajobraz pozbawiony dominant, obszar homogeniczny pod względem funkcji, gdyż przyrost zabudowy usługowej jest niewspółmierny z rozwojem terenów mieszkaniowych oraz nieciągły przestrzennie ze względu na to, że poszczególne „wyspy zabudowy”, nadal porozdzielane nieużytkami, nie są powiązane systemem przestrzeni publicznych bogatszym niż niezbędna przestrzeń komunikacji. Nie mamy jeszcze do czynienia z miastem, choć interesujący mnie obszar pod względem administracyjnym należy do Katowic i Tychów. Nie jest to już jednak wieś. Mieszkańcy tego rejonu dojeżdżają samochodami do centrów miejskich rozproszonych w granicach konurbacji, na tereny przemysłowe i do parków biurowych, włączają się w potoki ruchu mieszkańców południowej części województwa, powodując w godzinach szczytu paraliż komunikacyjny całego regionu. Gęsta sieć dróg szybkiego ruchu, która rozcina śródmieścia górnośląskich ośrodków, pozwala łączyć mieszkanie na Śląsku Zielonym z pracą na coraz mniej czarnym Śląsku Czarnym.

Tychy, Makolowiec, fot.: Pawł Jaworski

Opisane zjawisko jest dobrze znane badaczom z kręgu studiów miejskich. Geografowie, socjolodzy, ekonomiści i urbaniści starają się zrozumieć zmiany zachodzące we współczesnej przestrzeni zurbanizowanej, konstruując teorie wyjaśniające ich powstanie, tworząc modele ich rozwoju oraz badając wpływ rozrostu suburbiów na różne aspekty życia mieszkańców – rozpoczynając od kondycji fizycznej, a kończąc na poglądach politycznych. Posługując się językiem nauk o budowie i budowaniu formy przestrzeni, można sformułować pytanie o współczesny dom oraz – szerzej – właściwy nam sposób zamieszkiwania oraz jego związek z ukształtowaniem formy miejskiej. Odniesieniem niech będzie „dom pierwszy”, zwrócony ku przestrzeni publicznej, tradycyjnie stawiany w granicach miasta lub pozostający z nim w bezpośrednim związku funkcjonalnym i komunikacyjnym ze względu na dzienny rytm życia mieszkańców. „Domem pierwszym” – przeciwstawionym rekreacyjnemu „domowi drugiemu”, określonemu przestrzennie w stosunku do krajobrazu, a czasowo przez tygodniowy i roczny rytm pracy – było mieszkanie w kamienicy wzniesionej w śródmieściu bądź w bloku będącym częścią modernistycznego osiedla zlokalizowanego na obrzeżach śródmieścia; obecnie jest nim również dom jednorodzinny wpisany w pejzaż suburbiów i eksurbiów. Jaką formę miejską tworzy opisany typ zabudowy?

Gdyby chodziło o klasyfikację form urbanistycznych, pytalibyśmy o kształt współczesnych kolonii, osiedli i pasm zabudowy, gdybyśmy natomiast chcieli się odnieść do miasta jako uporządkowanej struktury, przyglądalibyśmy się strefom zabudowy obrzeżnej, przedmieściom, jednostkom satelitarnym, określonym wobec rdzenia – obszaru śródmiejskiego – jak również terenom otwartym znajdującym się na zewnątrz i zakreślającym granicę terenów zurbanizowanych. Problem możemy postawić jednak w inny sposób, pytając o amorficzny obszar miejski, region miejski o niewykrystalizowanej formie, „międzymiasto” (Sieverts), posługując się pojęciami dyspersji i rozmycia. Wówczas będziemy poszukiwać nie tyle interpretacji i artykulacji archetypicznych lub znanych z historii urbanistyki wzorców, ile przestrzennego wyrazu współczesnego rozdzielenia stref zamieszkiwania, pracy i wypoczynku, ale także skutków uniformizacji gustów, a w ślad za tym rozwiązań kompozycyjnych zespołów deweloperskich oraz domów realizowanych indywidualnie, uniformizacji wynikającej z korzystania z gotowych rozwiązań projektowych bez adaptowania ich do istniejących uwarunkowań kulturowo-architektonicznych.

Zarysowując trzecią perspektywę – prowadzonej przez architektów krytyki degradacji formy miejskiej – odwołajmy się do kilku wątków nieraz jednostronnej, propagandowej batalii, którą Leon Krier toczy w celu wsparcia i uczytelnienia własnej doktryny projektowej z priorytetami modernistycznej urbanistyki opartej na strefowaniu funkcjonalnym. Krier zwraca uwagę na trzy „strategie” niszczenia krajobrazu: poprzez budowanie monokulturowych struktur złożonych z drapaczy chmur, budowanie „drapaczy ziemi”, których najlepszym przykładem są obiekty handlu wielkopowierzchniowego, oraz wznoszenie wolno stojących domów. Podkreśla, że bezkształtne zespoły zabudowy jednorodzinnej obrastają narosłe historycznie miasto jak pasożyt, prowadząc do nadmiernej poziomej ekspansji monofunkcyjnego obszaru zurbanizowanego, a nie do rozwoju poprzez zwielokrotnienie dojrzałych form ośrodka miejskiego o pełnym programie użytkowym. Monotonnej kompozycji urbanistycznej przedmieść towarzyszą zakłócenia w funkcjonowaniu struktury miejskiej, co architekt ilustruje, przedstawiając domy jednorodzinne w postaci stojących w zwartym szyku armat, które samochodami masowo bombardują śródmieścia.

Narodziny przedmieść jako problemu projektowego


Równoczesny namysł nad źródłem oraz skutkami przestrzennymi rozrastania się przedmieść, a także administracyjną oraz projektową kontrolą tych zjawisk jest obecny w rozważaniach amerykańskich urbanistów co najmniej od lat pięćdziesiątych XX wieku. Gdy skierujemy naszą uwagę na aspekt praktyczny debaty, natrafiamy na serię paradoksów i porażek, z których najbardziej spektakularną była podjęta przez Victora Gruena próba wzbogacenia programu funkcjonalnego suburbiów, a przez to również zagęszczenia społecznej aktywności wokół centrum usługowego, które stanowiłoby ich „serce”. Architekt zaproponował realizację na obszarach zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej nowego typu civic center, które miało gromadzić pod jednym dachem wszystkie funkcje głównej ulicy śródmiejskiej, a stało się wzorem dla projektantów podmiejskich malli. Dostrzeżemy także rozwiązania godne uwagi i naśladowania, w tym programy, których celem jest włączenie lokalnej społeczności w procesy decydowania o zagospodarowaniu własnych dzielnic, wypracowane na gruncie community planning.

Katowice, Kostuchna, Smugowa, fot.: Paweł Jaworski

Śledząc wątki dyskusji nad zjawiskiem rozrostu terenów zabudowy jednorodzinnej w polskich miastach oraz wokół nich, zorientujemy się natomiast, że zagadnienie zyskało swój pełny pojęciowy wyraz dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Wcześniej rozważania o jakości miejskiego środowiska mieszkaniowego oraz racjonalizacji formy miasta lub zespołu miejskiego to – ze względu na priorytety polityki mieszkaniowej i przestrzennej państwa – przede wszystkim spór o program sąsiedztwa urbanistycznego pojmowanego jako osiedle złożone z zabudowy wielorodzinnej, ale także debata nad lokalizacją nowych jednostek w relacji do innych elementów struktury. Problem indywidualnej inicjatywy budowlanej oraz niewydolności proponowanych sposobów uporządkowania tej sfery poprzez centralne dotacje lub kontrolę, w tym nieskuteczność zakazów i utrudnień prawno-administracyjnych, nie był jednak całkowicie marginalizowany i kilkakrotnie stawał się przedmiotem rozważań. Wspomniane działania inwestycyjne statystycznie nie były zjawiskiem znaczącym w stosunku do rozwijającego się budownictwa intensywnego, w skali lokalnej – niejednokrotnie stanowiły zagrożenie dla komponowania miasta. Mimo to nie rozwinęła się refleksja nad skutkami strukturalnymi zachodzących zmian, która pozwoliłaby ulepszyć narzędzia urbanistyczne, a wypełniające się domami jednorodzinnymi obszary obrzeżne miast pozostawały poza granicami opracowań planistycznych w skali szczegółowej.

W ustroju socjalistycznym w mieście, którego rozwój starano się kontrolować na wielu poziomach, począwszy od planu regionalnego, a skończywszy na rozwiązaniach w skali realizacyjnej, pojawiały się procesy żywiołowe. Hanna Adamczewska-Wejchert i Kazimierz Wejchert, projektanci Nowych Tychów, ze szczególną troską obserwowali północną część miasta, której obszar pierwotnie był objęty granicami projektów regulacyjnych, ale systematycznie – ze względu na zwroty wywłaszczonych gruntów – został zagospodarowany zabudową mieszkaniową jednorodzinną w sposób chaotyczny, bez uprzedniego wyposażenia w podstawową infrastrukturę usługową, techniczną i komunikacyjną, której braki odczuwa się do dziś. Zachodzący wówczas spontanicznie proces urbanizacji był skutkiem – twierdzili architekci – braku rozwiązania problemu szerszego, istotnego w skali całego kraju: niewłaściwego wyznaczania w planach proporcji pomiędzy zabudową wielorodzinną i jednorodzinną. Program mieszkaniowy nowego miasta był uzupełniany w wyniku wysiłku projektantów o pojedyncze zespoły jednorodzinne, jednak po upadku centralnego planowania na terenach przeznaczonych pod osiedla blokowe wyrosły zespoły wolno stojących domów, w tym również układy realizowane pod patronatem podmiotów publicznych. Ten typ zabudowy zaczął ponadto wkraczać na tereny użytkowane rolniczo, położone w sąsiedztwie ośrodka miejskiego.

Anestetyczna wartość nowych form urbanistycznych


Nadrabianie zaległości w zakresie realizacji zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej nie było prowadzone na drodze poszerzenia zakresu obszarowego i problemowego rozwiązań urbanistycznych obejmujących spójne przekształcenia całej struktury. Ze względu na przemiany prawno-ustrojowe oraz gospodarcze nadal pozostawało sferą urbanizacyjnego żywiołu uzależnionego od inwencji i potencjału finansowego inwestorów prywatnych, istniejących sieci infrastruktury technicznej i komunikacyjnej oraz parcelacji gruntów, której nie porządkowano i nie dostosowywano do kompozycji urbanistycznej za pomocą scaleń i wtórnych podziałów nieruchomości. Nierozwiązane w ustroju socjalistycznym problemy gospodarki przestrzennej odżyły w warunkach ustroju wolnorynkowego, zmieniając jedynie skalę i siłę oddziaływania, co uniemożliwia wprowadzenie klarownych rozwiązań przestrzennych.

Tychy, Makolowiec, fot.: Paweł Jaworski

Kevin Lynch, autor The Image of the City, oraz Kazimierz Wejchert, badając niezależnie od siebie oraz różnymi metodami kompozycję miasta, jej czytelność dla użytkownika, zwracali uwagę na istnienie ograniczonej liczby wyraźnie określonych elementów istotnych dla odczytania jej tożsamości: rozpoznania i zapamiętania w postaci schematycznej, która później może być przywołana w formie opisu werbalnego lub graficznego, ale również fundamentalnych dla uzyskania orientacji. Generalny projektant Tychów wskazywał na konieczność narzucenia układowi przebudowywanemu, złożonemu z bardzo różnorodnej tkanki, ale również nowo projektowanemu, „elementów krystalizujących plan miasta”, określających jego geometrię, nadrzędnych wobec innych części składowych kompozycji. Odwzorowane w umysłach obrazy uporządkowanego miasta (Lynch) są wyraźne: zasady rozwoju przestrzennego stają się czytelne zarówno dla mieszkańców, jak i służb administracyjno-urbanistycznych współdecydujących o rozbudowie ośrodka. Staje się on ponadto środowiskiem korzystnym dla koncentracji społecznej aktywności użytkowników, za którą powinny podążać programy urbanistycznej regeneracji. Wśród elementów składowych takiego obrazu amerykański urbanista – opierając się na wynikach badań empirycznych – wyróżnił ciągi, którymi najczęściej się poruszamy, obszary o określonym, wyjątkowym na tle całej struktury charakterze kompozycyjnym lub społecznym, rozpoznawane przez nas krawędzie, węzły, w których koncentruje się życie miasta, oraz znaki orientacyjne w postaci różnego rodzaju dominant.

Na powyżej zarysowanym tle szczególnej ostrości nabierają wyniki badań zespołów zabudowy mieszkaniowej zrealizowanych w części południowej Katowic w latach 1989-2000. Przywołane elementy krajobrazu urbanistycznego stolicy województwa śląskiego składają się z około kilkunastu domów jednorodzinnych w zabudowie szeregowej, rzadziej bliźniaczej, opartej na sięgaczowym układzie komunikacyjnym. Charakteryzuje je duża intensywność zabudowy, która jednak nie wynika z priorytetu kształtowania gęstej tkanki miejskiej, jak w obszarach śródmiejskich, lecz stanowi skutek zaniżania wartości parametrów i wskaźników urbanistycznych (wielkość działki nie przekracza zazwyczaj 500 m2). Zastanawiając się nad anestetyczną wartością zespołu „międzymiejskiego”, należy wskazać na jego niezróżnicowanie formalne. Odwzorowanie i interpretacja obrazu suburbium są niezwykle trudne ze względu na znaczące ograniczenie środków artykulacji formy urbanistycznej, przede wszystkim redukcję różnorodności przestrzeni publicznej.

Przebudowa obszaru zmierzająca do wykrystalizowania jego formy przestrzennej wymaga albo szerokiej kontroli nad wieloma elementami jego zagospodarowania, albo – ujmując rzecz z perspektywy współczesnej urbanistyki – przekształcania miejsc strategicznych, których oddziaływanie ukierunkuje sposób zabudowy terenów sąsiednich, znajdujących się w „polu grawitacji” (Wejchert) części węzłowych. Zważywszy na znaczne osłabienie patronatu publicznego nad rozbudową miast, statystyczną prawidłowość w rozkładzie preferencji mieszkaniowych, przepisy w zakresie prawa własności i dysponowania nieruchomością na cele budowlane, nieskuteczność narzędzi planowania w skali przekraczającej granice jednej gminy, ale jednocześnie dopuszczoną prawem możliwość zagospodarowania działki niezależnie od priorytetów polityki przestrzennej samorządu wyrażonej w dokumentach planistycznych i strategicznych, kwestię ograniczania procesów suburbanizacji zastąpić należy pytaniem o urbanistyczną kontrolę ich kształtu i efektów. Możemy zatem sformułować problem formy przedmieść jako elementu architektury miasta.
Jedynym narzędziem koordynowania indywidualnych zamierzeń inwestycyjnych jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, podążający w ślad za projektem struktury całego miasta rozumianego jako jednostka przestrzenno-administracyjna, zapisanym w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Przeglądając dokumenty sporządzone dla przywołanego obszaru Katowic, dostrzeżemy jednak, że projektowanie urbanistyczne, akceptujące ruralistyczną parcelację oraz katalogowe rozwiązania architektoniczne, sankcjonuje nieczytelność krajobrazu zurbanizowanego, a zatem – co najbardziej problematyczne – utrwala w postaci konkretnych regulacji prawa miejscowego. Zagadnienie urbanistycznej tożsamości nie jest uwzględniane.

Zaprzeczenie przyjętym rozwiązaniom kompozycji przedmieść poprzez wskazanie rzekomo racjonalnych parametrów i wskaźników urbanistycznych oraz oczywistej, archetypicznej formy terenów zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej – poprzez odwołanie do idei miasta-ogrodu, jednostki sąsiedzkiej i tak dalej – jest propozycją ciekawą, jednak może stanowić niewłaściwą drogę myślenia projektowego. Taki sposób odnoszenia się do zagadnienia zakłada, że rozwiązanie poprzedza postawienie problemu: rozwój obszarów suburbialnych i eksurbialnych nie wymaga przekształcenia naszej percepcji i schematów służących ujmowaniu formy obszaru zurbanizowanego w trakcie jego przebudowy. Zwróćmy jednak uwagę na to, że dyspozycja przestrzenna przedmieść może być dla nas „niewidoczna” i nieczytelna właśnie z tego powodu, że w rozmytym zespole „międzymiejskim” poszukujemy artykulacji dobrze znanych form, najczęściej sylwety małego miasteczka.

Gdy zostaną zagospodarowane tereny przeznaczone do zabudowy, problemem będzie ich przekształcenie: podniesienie ich jakości i integracja z tkanką miejską. Podlegająca żywiołowej urbanizacji przestrzeń „międzymiejska” stanie się „czyjąś” przestrzenią, oswojoną i symbolicznie nasyconą, niezależnie od oceny kompozycji urbanistyczno-
-architektonicznej dokonanej przez projektantów. Jej systematyczne użytkowanie sprawi, że mieszkańcy poprzez własne działania nadadzą jej nowe, nieoczywiste kierunki, podzielą na strefy i wyróżnią w niej własne punkty orientacyjne. Obraz takiej części miasta może być całkowicie różny od obrazu miasta historycznego. Forma wówczas stanie się czytelna, lecz w sposób, którego nie możemy jeszcze przewidzieć. To, co niewidoczne, ujawni swoją strukturę, a zadaniem planowania przestrzennego będzie jej diagnoza z użyciem nowych pojęć i schematów percepcyjnych oraz utrwalenie w postaci graficznej analiz, a także projektów, a nie przykrojenie do starego wzoru.

----------------------------------
Przypisy
1. Por. L. Krier, Architektura. Wybór czy przeznaczenie, Warszawa 2001.
2. Por. M. J. Hardwick, Mall Maker. Victor Gruen, Architect of an American Dream, Philadelphia 2004.
3. H. Adamczewska-Wejchert, K. Wejchert, Jak powstawało miasto. Monografia planowania, Tychy 1995.
4. A. Basista, Betonowe dziedzictwo. Architektura w Polsce czasów komunizmu, Warszawa – Kraków 2001.
5. H. Adamczewska-Wejchert, K. Wejchert, dz. cyt.
6. M. Sroka-Bizoń, Najnowsze osiedla zabudowy jednorodzinnej w krajobrazie miasta – na przykładzie realizacji katowickich z lat 1990-2000, „Czasopismo Techniczne. Architektura”2007, R. 104, z. 5-A.

Artykuł udostępniony przez Autoportret - pismo o dobrej przestrzeni

Autorzy: Paweł Jaworski
Dodano: 15/09/2010, Zmodyfikowano: 15/09/2010
Powrót do kategorii: Aktualności

Komentarze

niekompetencja

Dodano: Czwartek, 23 Wrzesień 2010, 20:22, Autor: stary architekt

Odsunięcie przez często zmieniające się władze samorządowe w polskich gminach architektów z kompetencjami i doświadczeniem,postawienie na tak zwanych "młodych z dużych miast" leży u podstaw klęski polskiej architektury.
Oddanie mocy decyzyjnej " ludziom interesów" dobiło problem.
Wyjście z tego impasu jest możliwe ale wymaga istotnych i odważnych decyzji i zmian.

trudny tekst

Dodano: Czwartek, 23 Wrzesień 2010, 09:49, Autor: gosc

jak w temacie. Trzeba sie namęczyć żeby go przeczytać, ale chyba warto:)

Newsletter

facebook

Aktualności

BARCELONA SOCIAL HOUSING COMPETITION

[13/09/2017]

Barcelona is going through a moment of housing emergency where 40% of the purchases of flats are made only to invest and the increase of tourist apartments exponentially increases the price of rent... więcej

TERRACE FOR THE ACROPOLIS COMPETITION

[13/09/2017]

It proposes to design the space called THE TERRACE OF THE ACRÓPOLIS which is to be built not far from the ancient temples to offer a privileged archeological point of view. więcej

Re: Wakacje

[23/10/2017]

ja to niestety nie mogę jeździć na wakacje, bo w okresie wakacyjnym w mojej pracy jest prawdziwy młyn! Ale na szczęście mam wolne w ferie, także mogę sobie jechać na narty. Oczywiście zawsze mam do... więcej

Re: Wakacje

[23/10/2017]

ja to niestety nie mogę jeździć na wakacje, bo w okresie wakacyjnym w mojej pracy jest prawdziwy młyn! Ale na szczęście mam wolne w ferie, także mogę sobie jechać na narty. Oczywiście zawsze mam do... więcej

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej tutaj. ×